Urodziłaś?!








Żadne zdanie (może z wyjątkiem -"Ciąża Ci służy!") nie denerwuje mnie tak bardzo jak proste i niby niewinne - "urodziłaś ?!". To pytanie nie jest jednak takie zwyczajne  jakby to się mogło wydawać. Pod nim kryje się czysta ciekawość, zazwyczaj osób które średnio się tobą interesują a jedynie szukają sensacji. Kilka liter poskładanych w jedno słowo jest przyczyna mojego nagle zwiększonego tętna i irytacji - bo powiedzcie mi co interesuje osobę ktora w ciazy widziała mnie moze raz i w ogóle sie mną nie interesowała przez cały czas jej trwania, czy urodziłam ?! Cieżko mi tutaj uwierzyć w szczere intencje pytającego. Dodatkowo samo to pytanie powoduje u mnie presję. Presję, ze przecież juz powinnam urodzić, a nie ja dalej chodzę z tym ogromnym brzuchem i nic na porod nie wskazuje.

Moja najbliższa przyjaciółka pomimo, że nie była przy mnie od początku, bo znajdowaliśmy sie na dwóch rożnych końcach swiata, zawsze interesowała sie co i jak. Pomimo tego ze była zapracowana, pomimo ze u mnie tez duzo sie działo to zawsze potrafiliśmy wygospodarować te chwile na rozmowę. Sprawa znacznie sie uprosciła jak wróciła do kraju. Z jej ust mogłoby paść tytułowe "urodziłaś?" nawet setki razy, a nie wyobrażam sobie ze miałabym byc przez to zła. Dlaczego wiec u innych tak mnie to wyprowadza z równowagi?

Zacznijmy od tego, ze pytają zazwyczaj osoby które średnio to interesuje, a jedynie chcą potem wszystko rozpowiedziec innym również malo zainteresowanym. Samo pytanie tak groźne nie jest, jednak zdania typu -" Jak urodzisz to koniecznie daj znać  gdzie jesteś to Cie odwiedzę  z ekipa" - z jaka ekipa ja sie pytam ?! Wtedy presja jaka czuje jest coraz większa. Kiedy byłam na wczesnym etapie ciazy wydawlo mi sie, ze czym wiecej gości tym bedzie weselej. Teraz - na końcówce, kiedy nie mieszczę sie w ubrania, kiedy jestem spuchnięte niczym świnka i nie mam ochoty robić sobie prostego makijażu - średnio przychylnie widzę wizje grupki osób mnie odwiedzających. Bliższe osoby, ktore widziały mnie w najgorszych momentach inaczej na to patrzą, niż osoby które ledwo po wyjściu z mojej szpitalnej sali puszcza zdanie - " Widziałaś/es jak ona wygląda? Strasznie !". Nie mam ochoty byc czyimś tematem do rozrywki.
Kolejnym powodem jest fakt, ze przez cała ciąże byłam słabym "materiałem" do zabaw. Tak wiec kontakt z wieloma znajomymi urwał sie przez to, bo nie mozna było mnie wyciągnąć do pubu bądź baru, albo umówić sie na drinka. Takie osoby potrafiły nieodpisywac na moje wiadomosci, bo były zwyczajnie zajęte sobota i własnymi problemami. Ich zainteresowanie pojawiało sie tylko i wyłącznie wtedy, kiedy usłyszały od kogoś ze cos jest nie tak jak powinno. Nieszczęścia lubią towarzystwo, to fakt. A moim znajomi najwidoczniej lubią byc tym towarzystwem. Jedynak tylko w momencie kiedy dzieje sie cos nie tak. Jak było dobrze, to kontakt sie urwał. Byli zajęci sobą i nowymi imprezami na które trzeba było pójść.
Większość moich koleżanek jest wspólnymi znajomymi moimi i ojca dziecka,tak wiec często zadawalam sobie pytanie, czy zwyczajnie nie przekazują jemu informacji o tym co sie dzieje. Bynajmniej tak w moich oczach wyglądają te intencje. A z pewności w większości przypadków szczere nie sa. Zazwyczaj jak juz taka osoba do mnie napisze to zda mi niechciany raport z jakże bujnego życia szanownego "tatusia". Po pierwsze - nigdy sie o ten raport nie prosiłam, a po drugie  co mnie interesuje jak wyglada jego życie, kiedy to juz wiadomo od kilku miesięcy ze on ma swoje a ja swoje. Koniec, kropka.
Najgorsza jednak grupa sa "przyjaciele" którzy tak negatywnie wyrażali sie na temat mojej ciazy, jeszcze na początku jej trwania. Sugerowali mi, ze skoro zostałam sama, to powinnam "pozbyć sie" problemu. Momentami było to dla mnie bardzo ciężkie, bo czułam presję, ze rodząc podejmuję najgorszą decyzje. Ciągle pytania -"Kiedy to zakończysz?!" były nie do zniesienia. A teraz jak sie zachowują te same "przyjaciółki"? Nagle najlepsze ciocie swiata, które wręcz nie mogą sie doczekać przyjęcia na świat mego potomka. Jakże one wspaniałe i jakie cudowne !

A czy urodziłam ? Jeszcze nie! I ubolewam z tego powodu, bo zdecydowanie nie moge sie doczekać tej chwili. W piątek wylądowałam na patologii ciąży. W zasadzie to moja mama mnie tutaj przywiozła, bo przeraziło ją jak bardzo zaczęłam puchnąć. Moja waga coraz to bardziej rosła. Wręcz niezdrowo. Ciśnienie coraz to wyższe. Pojechałam w piątek i jak na razie nie mam pojęcia zamiarów lekarzy wobec nas. Wczoraj rozmawiałam z doktorem który mówił, ze jutro ordynator moze zlecić test oksytocynkowy ponieważ dziecko ma rano bardzo niskie ciśnienie, a wieczorem za wysokie i to jest troche niepokojące. Zobaczymy co zdecyduje, ale wolałabym aby coś się ruszyło niż mam czekać na cud. Czujemy sie nadzwyczaj dobrze. To jest chyba efektem, że tutaj nic robić nie musze. Mogę w spokoju poczytać książkę, położyć sie, oglądnać film. W domu jest zawsze coś - a to obiad ugotować, a to posprzątać, a to po brata do szkoły. A teraz taki błogi spokój.
Do terminu według miesiączki pozostały mi dwa dni. Miejmy nadzieje, ze już niedługo bede miała synka przy sobie.

Share this:

CONVERSATION

26 comments:

  1. Skąd ja to znam? Jakbym o sobie czytała... Nie martw się, mocno trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie. Przykro mi, ze przezywasz teraz takie zmartwienia i dyskomfort, mam nadzieję, że ani się obejrzysz a Twój aniołek będzie już z Tobą :)

    ReplyDelete
  2. Ludzie nie mają wyobraźni. Najbardziej rozbawiły mnie odwiedziny z epiką:) Wiele osób szuka niezdrowej sensacji, niestety. Kto nie przeżył ciąży nie wie jak to jest, a większość nie potrafi wczuć się w sytuację drugiego człowieka, niestety.
    Życzę wytrwałości i szybkich narodzin synka!

    ReplyDelete
  3. Juz niedlugo na pewno bedziesz miala synka przy sobie i to bedzie Twoj najwiekszy skarb, cud :) Co do reszty to napisze jedynie, iz szalenie z Ciebie inteligentna dziewczyna.
    Ludzie, ''przyjaciele'' , gapie zawsze sie pojawia gdy nadarzy sie okazja do plotkowania.
    U nas w rodzinie zlozylo sie tak, iz siostra urodzila najmlodszego syna w dzien pogrzebu naszej babci - termin miala 4 dni pozniej, ale oczywiscie jedna z ''ciotek'' juz szukala sensacji, ze to na pewno przez stres zwiazany z pogrzebem. A gdyby nawet i tak to moim skromnym zdaniem nie jest to powod by latac po miescie z jezorem. Trzymam mocno kciuki za Was :)

    ReplyDelete
  4. Też nie cierpię tego pytania. Gdy urodzę to wszyscy, którzy mają się dowiedzieć na pewno się dowiedzą. Ale jeszcze bardziej ono wku...rza gdy już jesteś na porodówce a osoba towarzysząca odbiera po raz kolejny telefon czy już? Kur..na ludzie to nie piekarnia, tu się nie wyjmuje gotowego produktu po 40 czy 60 minutach - urodzę to zadzwonię, nawet zdjęcie prześlę!
    Przysięgam, że jeśli w tej ciąży będzie to wyglądało podobnie jak w pierwszej to wyrzucę męża z sali. Zamiast pomagać tylko denerwuje rozmową lub pisaniem smsów. I zapowiedziałam już brak odwiedzin w szpitalu dla wszystkich. Dziadków, ciocie i kto tam jeszcze będzie chciał zapraszam gdy wrócimy do domu.

    ReplyDelete
  5. Pytanie zdawać by się mogło naturalne, acz zadane przez niewłaściwą osobę potrafi doprowadzić do frustracji...zgadzam się z Tobą, takie pytanie od osoby, która totalnie się Tobą nie interesuje, jest mocno nie na miejscu i zazwyczaj jest to zwykła ludzka ciekawość i sensacja do przekazania innym...

    ReplyDelete
  6. Oj jak dobrze Cię rozumiem... Te pytania pod koniec ciąży są wkurzające! Każda z nas chyba już jest zmęczona i chciałaby urodzić, a tu jeszcze ci życzliwi znajomi... Mnie jednak najbardziej wkurzało to pytanie z ust bliskich przyjaciół. Jak dostawałam sms "no urodziłaś już?" to krew mnie zalewała - no jak mogłabym nie dać znać bliskim znajomym, że mam juz dziecko! :) trzymam kciuki, żeby Twój synek zechciał wyjść w okolicach terminu, bo ostatnio wszystkie maluchy na dłużej zadomawiają się w mamusinych brzuszkach :)

    ReplyDelete
  7. Pamiętam jak mnie irytowały takie pytania..... Hitem było: "kiedy zamierzasz urodzić??" Nosz kurcze skąd mam wiedzieć! ;)

    ReplyDelete
  8. U mnie za to sytuacja odwrotna, wszyscy znajomi jakby zapomnieli o moim istnieniu. Nikt nie napisze ani nie zadzwoni, o spotkaniu juz nie mówiąc. Utrzymuję kontakt jedynie z dwoma koleżankami. Wiem, że ich intencje sa szczere, ale masz absolutną rację, że takie pytania to czysta ciekawość.

    ReplyDelete
  9. Kochana ogromnie Ci współczuję tego etapu..Sama przez niego przechodziłam chociaż krótko, bo urodziłam 2,5 tyg przed czasem... Ale u mnie ludzie chcieli bym zamiast planowanego 13 czerwca urodziła w marcu albo kwietniu żeby potwierdziły się ich przypuszczenia, że w ciąży byłam w dniu ślubu! Tak perfidni są ludzie... ile przytyków słyszałam. Czy to dziwne, że w ciążę zajść można miesiąc po ? :)

    ReplyDelete
  10. Nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki :) A plotkami się nie przejmuj, one niestety zawsze będą krążyły czy tego chcemy, czy nie

    ReplyDelete
  11. O matko, sama nienawidziłam tego pytania. Końcówka ciąży, chcesz by już poród był za tobą, a tu ludzie gromadzą się wkoło osobiście czy telefonicznie z tym durnym 'urodziłaś już?'. Spokojnie odpowiadałam wtedy, że nie i na pewno damy znać, kiedy się zacznie, ale następnego dnia było to samo. Wytrwałości:) i niech maluch nie da Ci zbyt długo czekać!

    ReplyDelete
  12. Po co się pytać, wystarczy zasubskrybować bloga i czytać posty na bieżąco ;) A tak na serio trzymam kciuki za Ciebie i maleństwo, ciesz się ostatnimi chwilami, kiedy jesteście jednością. A potem będzie jeszcze lepiej :)

    ReplyDelete
  13. kochana życzę cierpliwości, zdrówka i dużo siły ;)

    ReplyDelete
  14. Trzymam kciuki i przesyłam ciepłe myśli.
    A w którym szpitalu leżycie? (Spoko, nie wpadnę z ekipą ;)).

    ReplyDelete
  15. Oj to jeszcze chwilkę może potrwać, jak termin jeszcze nie minął... ale mam nadzieję, że nie przyjdzie Ci długo czekać... Wyobrażam sobie, że to czekanie chyba musi być najgorsze... :(
    A takimi "przyjaciółmi" to nawet głowy nie warto sobie zawracać...

    Przytulam mocno :*

    ReplyDelete
  16. Szukam Twojego bloga i szukam przez pół dnia i dopiero teraz mi się udało :p Muszę sobie zapisać adres, bo jak widać na pamięć nie mogę już liczyć...
    Tak czy inaczej - będąc w ciąży też byłam zasypywana pytaniami zewsząd: "jak się czujesz?" "urodziłaś?". A kiedy urodziłam - nagle telefon zamilkł, na facebooku nie miałam żadnej nie odczytanej wiadomości, nikt nie odwiedzał. No, z wyjątkiem mojej przyjaciółki, oczywiście. Więc wiesz - może później Ci dadzą spokój ;)

    P.S. To straszne, że pytali "kiedy pozbędziesz się problemu"! Z takimi ludźmi nie chciałabym mieć już żadnego do czynienia...

    ReplyDelete
  17. U mnie było podobnie. Każdy zadawał to pytanie. Ehhh... Nie poznali gniewu ciężarnej u mnie bo jakoś zaciskałam zęby;P trzymam kciuki oby maleństwo nie kazało zbyt długo na siebie czekać;)

    ReplyDelete
  18. Dużo zdrówka życzę i szybkiego rozwiązania ;)
    A "życzliwymi" znajomymi się nie przejmuj, zawsze się tacy znajdą ;) jak już urodzisz to jeszcze bardziej będą cię ludzie wkurzać. Najwięcej do powiedzenia zawsze mają ci którzy sami rodzicami nie są ;(.

    ReplyDelete
  19. Rozumiem w stu procentach Twoją irytację, ale olej ich! Nie ich sprawa, nie ich życie, jak przyjdzie czas to urodzisz i nie musisz o tym opowiadać całemu światu, kto ma wiedzieć ten będzie wiedział ;) Dobrze, że pojechałaś do szpitala, jesteś pod dobrą opieką i na pewno wyjdziesz stamtąd już z Kamilkiem :)

    ReplyDelete
  20. Rozumiem Twoją irytację.Takie zmiany w naszym życiu jak pojawienie się dziecka weryfikują wiele przyjaźni, znajomości.. teraz najważniejsze, że lada chwila będziecie już razem z maleństwem. Fajnie, że czujesz się dobrze w szpitalu i możesz wypoczywać. Ja mam totalną awersję do szpitali i tylko odliczałam godziny do wyjścia. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i czekam na dobre wieści :)

    ReplyDelete
  21. Nie przejmuj się takimi fałszywymi przyjaciółmi, a po porodzie ugość tylko tych na prawdę najbliższych. Trzymam za Ciebie i Twojego synka kciuki!

    ReplyDelete
  22. Oj pamietam jak bardzo irytowało mnie to pytanie. Trzymam kciuki :-)

    ReplyDelete
  23. już pewnie tulsz swojego maluszka do piersi <3 ja nadal czekam i na 11.11 mam skierowanie jakby tak nie wyszła do tego czasu ... mam nadzieję że czujesz się dobrze razem z dzidzią :*
    jak kobieta zachodzi w ciążę i rodzi dziecko często traci większość "samotnych" znajomych bo ma swoje życie i swoje " kupkowe" problemy o których może rozmawiać z innymi mamami :)
    co do odwiedzin w szpitalu .. moim zdaniem każdy powinien pytać po zgodę bo mama może sobie nie zyczyć w końcu poród kosztuje wiele sił czy to naturalny czy cc ... oby dwa to ból i chęć odpoczynku jak i nacieszenia się dzieckiem bo tyle się na niego czekało :) no i ten brak makijażu, podpuchnięte oczy i teksty znajomych " jak dobrze wyglądasz" :D ja już niektórym oznajmiłam że w pierwszy dzień po tylko mama i mój J mają prawo mnie odwiedzić :)

    ReplyDelete
  24. 3mam kciuki za szczesliwe rozwiazanie, wiem jak to jest slyszec te wszystkie "urodzilas juz?", poniewaz Antek byl przenoszony 9 dni. na koncu przestalam odbierac telefony nawet od rodzicow...

    ReplyDelete
  25. Trzymam kciuki zebys juz nie musiala czekac I zeby w miare akcja szybko sie zaczela...powodzenia!

    ReplyDelete
  26. urodziłaś?:) żartuje !!!!
    Jak się czujesz ?

    ReplyDelete